patron szkoły

Alojzy_KosibaBrat Alojzy Kosiba – apostoł dobroci z Wieliczki

Piotr Kosiba urodził się 29 czerwca 1855 roku w Libuszy w swoim domu rodzinnym. Był synem Jana Kosiby i Agnieszki. Tego samego dnia został ochrzczony w kościele parafialnym przez księdza proboszcza Alojzego Haasa, który nadał mu panującym zwyczajem imię patrona tego dnia – św. Piotra Apostoła. Jego rodzicami chrzestnymi byli sąsiedzi: Józef Sroka i Marianna Piotrowska. Matka Agnieszka zmarła w drugim roku życia Piotra Kosiby. Od tego czasu wzrastał przy ojcu, przybranej matce oraz rodzeństwie – starszym o 3 lata Jakubie i młodszej o 2 lata Ludwice (z matki Agnieszki). Z drugiego małżeństwa z żoną Apolonią poczęło się siedmioro dzieci, z których troje zmarło zaraz po urodzeniu.

Gdy nadszedł odpowiedni czas (najprawdopodobniej w latach 1862 -1866) Piotr Kosiba uczęszczał do szkołu parafialnej w Libuszy. Po ukończeniu tejże szkoły ojciec skierował Piotra do dalszej nauki w ludowej szkole w Bieczu. Tam także rozpoczął naukę zawodu szewca. Dyplom czeladnika szewskiego Piotr Kosiba otrzymał około roku 1874. Przebywająć w Bieczu zetknął się po raz pierwszy z Franciszkanami, zwanymi wówczas Reformatami. W czasie nauki zawodu często przychodził do klasztoru Reformatów by się modlić, służyć do Mszy, i przystępować do sakramentu pokuty. Przy okazji przypatrywał się życiu zakonników i mógł rozmawiać z nimi. Tu więc w jakiś sposób krystalizowała się jego osobowość, opara na franciszkańskiej duchowości. Chcąc nabrać większego doświadczenia w zawodzie, udał się do Tarnowa. Z zachowanej dokumentacji wynika, że z terminu w Bieczu wyzwolił się na wiosnę 1876 roku.

Po dwuletnim pobycie w Tarnowie poprosił o przyjęcie do Zakonu Braci Mniejszych Reformatów. Na klasztor, do którego miał się udać Piotr Kosiba jako aspirant wyznaczono miasto Jarosław. Bezpośrednim wychowawcą i ojcem duchowym w Jarosławiu był ojciec Melchior Kruczyński. On to powoli wprowadzał młodego aspiranta w klasztorne obowiązki i zwyczaje, udzielając mu rad, wskazówek i poleceń. Głównym zadaniem postulanów była modlitwa i pomoc starszym braciom w ich zajęciach. W bardzo krótkim czasie, bo już 21 czerwca 1878 roku, dopuszczony został do obłóczyn. O tak szybkich obłóczynach w habit zakonny zdecydowała zapewne jego postawa, stosowna dojrzałość, a także przekonanie przełożonych o jego autentycznym powołaniu. Odbyły sie one w dzień liturgicznego wspomnienia ś. Alojzego Gonzagi, którego też imie otrzymał Piotr Kosiba. Odtąd to imię będzie nierozerwalnie złączone z jego osobą. Habit, który orzymał brat Alojzy, był tuniką bez kaptura, przpasaną białym paskiem, jaką nosili bracia tercjarze. W sierpniu 1878 roku brat Alojzy Kosiba przeniósł się z klasztoru w Jarosławi do Wieliczki.

Z dniem przybicia brata Alojzego do klasztru w Wieliczce, rozpoczął się długi okres w jego życiu, króry będzi trwać aż do śmierci w 1939 roku, ale równocześnie w chwili przekroczenia progów tego domu ściśle związał się także z miastem i szeroko pojętą okolicą. Wszedł w nowe środowisko ludzi, zakonników i świeckich, którzy towarzyszyli mu w jego drodze do świętości i które on swoim świadectewm i swoim życiem duchowym również ubogacał. Oprócz zwyczajnych obowiązków nowicjackich zajęciem brata Alojzego był szewstwo. Czasem wyjeżdzał na kwestę z bratem Markiem Lichoniem – głównym kwestarzem wielickim, ale w pobliskie okolice, gdyż jako nowicjusz musiał na noc wrócić do kalsztoru.

Po roku próby, dnia 22 października 1880 roku brat Alojzy złożył profesję, czyli śluby na Regułę św. Franciszka, w obecności Ojców i Braci konwentu wielickiego. Odtąd jego życie stało sie bardziej samodzielne. Pięć lat po złożeniu ślubów prostych, dnia 14 maja 1885 roku, złożył śluby uroczyste na ręce prowinsjała, ojca Joachima Maciejczyka.
Brat Alojzy od czasu przybicia do Wieliczki nigdy nie był przenoszony do innego klasztoru. Od początku swego pobytu w Wieliczce brat alojzy kwestował. Na kwestę udawal się przede wszystkim z bratem Markiem Lichoniem, który był głownym kwestarzem klasztoru, ale niekiedy także z innymi braćmi. Dnia 27 stycznia 1916 roku umarł brat Marek Lichoń. Wtedy to brat Alojzy całkowicie przejął na siebie obowiązek zbierania jałmużny dla klasztoru.

Czasy wojenne były niezmiernie ciężki: przez pewien czas klasztor znajdował sie w zasięgu działan wojennych, a kwesta była zakazana przez władze wojskowe. Nie wolno było nawet wypiekać własnego chleba, tylko żywiono się chlebem kukurydzianym z przydziału wojskowego. Klasztor był pełen uchodźców, a także mieszkańców Wieliczki chroniących sie przed działaniami wojskowymi. O zaopatrzenie troszczył się głównie brat Alojzy. Po wojnie, w bardzo trudnych warunkach ekonomicznych, brat Alojzy niezmordowanie kwestował, dochodząc aż do podnóża Tatr. Ogólnie kwesta zajmowała bratu Alojzemu od 5 do 6 miesięcy w roku. I tak powoli mijały lata jego życia, chociaż podobne do siebie, to ubogacone modlitwą, sumienna praca i coraz głębszym zjednoczeniem z Bogiem. Brat Alojzy otaczał swą opieką opuszczonych i chorych po domach w Wieliczce. Zanosił im żywność, którą ukwestował wcześniej, a także sprowadzał lekarza, który na jego prośbę udzielał biedakom bezpłatnej opieki medycznej. Lekarstwa, które doktor przepisywał ubogim, brat Alojzy bezpłatnie realizował u wielickiego aptekarza. O ubogich Sługa Boży troszczył się do ostatnich chwil swego życia – gdy był już śmiertelnie chory i nie mógł spożyć posiłku, poprosił, aby go zaniesiono biednym przy furcie. Możemy więc stwierdzić, że zbieranie jałmużny i posługa ubogim przy furcie były głównymi zajęciami brata Alojzego podczas jego sześćdzisięciojednoletniego pobyru w Wieliczce.

Ostatnie lata swego życia brat Alojzy przeżył, wypełniając swoje codzienne obowiązki i ciesząc się przy tym bardzo dobrym zdrowiem. Święta Bożego Narodzenia 1938 roku spędził w gronie wspólnoty zakonnej. Dnia 2 stycznia 1939 roku Alojzy położył się do łóżka. Wezwany lekarz stwierdził zapalenie płuc. Nocą i następnego dnia choroba poczyniła tak duże postępy, że brat Alojzy nie mógł już przyjąć Komunii św. Zmarł 4 stycznia 1939 roku. Początkowo chciano pochować brata Alojzego na cmentarzu parafialny, tak jak sie chowało innych zakonników, jednak bardzo dużo ludzi przyszło prosząc, aby go jako wiernego sługę klasztoru pochować przy klasztorze. Te zdania poparli zakonnicy. Dlatego zdecydowano, żeby pochować Sługę Bożego na cmentarzyku koło kościoła. Pogrzeb odbył się z bardzo wielkim udziałem księży diecezjalnych i licznie zgromadzonych wiernych, którzy zapełnili kościół i prawie cmentarz przykościelny. Wierni przychodzili do trumny jeszcze przed pogrzebem i modlili się. Napływ wiernych był spontaniczny, bo Sługa Boży był tak znany i lubiany przez miejscową ludność, że śmierć jego wywarła wielkie wrażenie i wiadomość o pogrzebie szybko się rozniosła. Ojciec Anatol Pytlik w sprawozdaniu o stanie Prowinsji M. B. Anielskiej w Polsce na kapirułę generalną Zakonu Braci Mniejszych w roku 1939 dał bardzo wymowne świadectwo Słudze Bożemu, pisząc: „W roku 1939, w klasztorze wielickim zmarł brat Alojzy Kosiba, brat jubilat, ojciec ubogich – wyróżniający się szczególnie czynami miłosierdzia, pobożny, pokorny i radosny oraz cieszący się wielkim poważaniem także u ludzi obojętnych w wierze”. Wydaje się, że te słowa najlepiej określają życie Sługi Bożego Brata Alojzego Kosiby.

W 1990 roku Ojcies Święty Jan Paweł II w specjalnym liście z okazji 700- lecia Wieliczki, napisał m.in.: „Słynny jest nie tylko w Polsce „solny skarb” związany przez historię z osobą błogosławionej Kingi. Wzorem niech będzie sługa Boży Alojzy Kosiba, który nie tak dawno temu chodził ulicami tego miasta i po całej okolicy, stając się żywym znakiem miłości Boga i bliźniego”.

Brat Alojzy Kosiba jest nazywany świętym jałmużnikiem, apostołem dobroci i ubogich.

„Chodził po wioskach
w habicie Franciszka
żebrał o dary
nadziei
miłości
wiary
zbierał i rozdawał
biedniejszym od siebie
kwestarz Wielicki
Brat Alojzeczek
Mój Patron
i gwiazda maluczkich”
– „Kwestarz” Adrian Brzózka, OFM